Można uznać, że część pierwszego etapu naszej podróży jest już za nami. Bladym świtem spokojnie dojechałyśmy na Okęcie (w sumie nic dziwnego - o 4:00 to nawet w Warszawie nie ma ruchu) i zostałyśmy załadowane do maleńkiego samolociku linii LOT (mniejszych chyba nie mają) razem z dziesiątką innych pasażerów (ten lot pewnie niezbyt im się opłacał). Niecałe 2h później przy pewnym trzęsieniu wylądowaliśmy w szarej i ponurej Moskwie. Śnieg tu pada! Dalej poszło już gładko. Jeszcze w Polsce znalazłam na stronie lotniska Sheremetyevo rozpiskę jak się dostać z niego na lotnisko Domodedovo i z jej pomocą najpierw jechałyśmy godzinę miejskim autobusem, potem metrem i na końcu aerobusem. W sumie jakieś 3h drogi. W Moskwie wszystko jest w cyrylicy!! Oczywiście nie zdążyłam się całej nauczyć więc niewiele jestem w stanie odczytać.
Teraz jesteśmy już na Domodedovo. Zdałyśmy bagaż i czekamy. Jakaś kobieta chciała mi dać paczkę do zabrania do Wietnamu(!) Ciekawe, co w niej miała. A tu w okolicach siedzą takie ładne duże pieski, które pewnie wyszukują tego typu paczki.
Na zewnątrz mała zamieć śnieżna i kilka lotów jest już opóźnionych. Mam nadzieję, że do 20:00 się uspokoi i bez problemu wylecimy w stronę ciepłych krajów :-)
Poza tym mój palec kontuzjowany z użyciem drzwi od samochodu ma się już trochę lepiej. Dalej wygląda strasznie, ale nie boli już tak bardzo.
niedziela, grudnia 18, 2011
środa, grudnia 14, 2011
to gdzie w końcu?
Trochę to trwało, ale w końcu mamy jako tako opracowany plan podróży.
[EDIT 15.12.2011] Właśnie usiadłam i zrobiłam sporą korektę w naszym planie. Poniżej wersja poprawiona (niebieski kolor to część zmieniona).
17.12 - Wałbrzych - Warszawa;
18.12 - Warszawa - Hanoi (Wietnam);
19.12 - Hanoi (odpoczynek po locie, dobre jedzenie, zakup biletów i rejsu);
20.12 - rejs po Zatoce Ha Long;
21.12 - rejs po Zatoce Ha Long i powrót do Hanoi (nocny pociąg do Hue);
22.12 - Hue (zwiedzanie pałacu i miasteczka);
23.12 - Hue (wyprawa do grobowców i pagód);
24.12 - przejazd z Hue do Hoi An (zwiedzanie miasta);
25.12 - Hoi An (może kurs gotowania) i wyprawa nad morze, potem nocny autobus do Nha Trang;
26.12 - Nha Trang, czyli mój dzień na plaży, na hamaku pomiędzy palmami z masą świeżych owoców morza grillowanych nad samym jego brzegiem;
27.12 - Nha Trang - lenistwa ciąg dalszy i nocny pociąg do Ho Chi Minh City;
28.12 - Ho Chi Minh City (zwiedzanie miasta, szukanie wycieczki do Delty Mekongu, zakup biletów i załatwianie wizy do Kambodży);
29.12 - wycieczka do delty Mekongu z noclegiem w wiosce;
30.12 - kontynuacja wycieczki po delcie Mekongu;
31.12 - przejazd do Phnom Penh (Kambodża)i zwiedzanie miasta;
01.01 - przejazd do Siem Reap (zakup biletów i zachód słońca nad Angkor Wat);
02.01 - Angkor Wat i masa świątyń;
03.01 - Angkor Wat i jeszcze więcej świątyń;
04.01 - wciąż Angkor Wat i pewnie będziemy już miały dosyć świątyń :-)
05.01 - zwiedzanie okolic Siem Reap;
06.01 - przelot z Siem Reap do Hanoi;
07.01 - Hanoi - Moskwa i nocleg w pobliżu Placu Czerwonego, tak byśmy zdążyły choć rzucić na niego okiem;
08.01 - Moskwa - Warszawa - Wałbrzych.
Wyjazd już za 3 dni, a ja nie mogę powiedzieć, żebym była przygotowana. Wciąż muszę uzupełnić apteczkę, zrobić zakupy na drogę, wymienić walutę (pechowo dolar strasznie drogi), zarezerwować nocleg w Moskwie (odkryłam, że jest horrendalnie droga - ponad 15USD za noc w dormie!) i posprawdzać masy informacji. Przynajmniej mamy już hostel w Hanoi (3 godziny wybierałam, bo nie mogłam się zdecydować) i nabyte pudło Mugga DEET 50% tak więc żaden komar się do mnie nie zbliży ;-) Na razie robię pranie i wrzucam książki na Kindle :-) Jeszcze muszę iPhona wyposażyć w kilka filmów na drogę i coś do słuchania i mogę ruszać.
[EDIT c.d.] Dziś zrobiłam już ostatnie zakupy (nawet bieliznę termiczną nabyłam z myślą o Moskwie), wymieniłam walutę i pozostaje mi tylko pakowanie, czym zajmę się jutro. Wyjazd zbliża się wielkimi krokami i coraz bardziej zaczynam odczuwać podekscytowanie. Kolejna przygoda nadchodzi!!
[EDIT 15.12.2011] Właśnie usiadłam i zrobiłam sporą korektę w naszym planie. Poniżej wersja poprawiona (niebieski kolor to część zmieniona).
17.12 - Wałbrzych - Warszawa;
18.12 - Warszawa - Hanoi (Wietnam);
19.12 - Hanoi (odpoczynek po locie, dobre jedzenie, zakup biletów i rejsu);
20.12 - rejs po Zatoce Ha Long;
21.12 - rejs po Zatoce Ha Long i powrót do Hanoi (nocny pociąg do Hue);
22.12 - Hue (zwiedzanie pałacu i miasteczka);
23.12 - Hue (wyprawa do grobowców i pagód);
24.12 - przejazd z Hue do Hoi An (zwiedzanie miasta);
25.12 - Hoi An (może kurs gotowania) i wyprawa nad morze, potem nocny autobus do Nha Trang;
26.12 - Nha Trang, czyli mój dzień na plaży, na hamaku pomiędzy palmami z masą świeżych owoców morza grillowanych nad samym jego brzegiem;
27.12 - Nha Trang - lenistwa ciąg dalszy i nocny pociąg do Ho Chi Minh City;
28.12 - Ho Chi Minh City (zwiedzanie miasta, szukanie wycieczki do Delty Mekongu, zakup biletów i załatwianie wizy do Kambodży);
29.12 - wycieczka do delty Mekongu z noclegiem w wiosce;
30.12 - kontynuacja wycieczki po delcie Mekongu;
31.12 - przejazd do Phnom Penh (Kambodża)i zwiedzanie miasta;
01.01 - przejazd do Siem Reap (zakup biletów i zachód słońca nad Angkor Wat);
02.01 - Angkor Wat i masa świątyń;
03.01 - Angkor Wat i jeszcze więcej świątyń;
04.01 - wciąż Angkor Wat i pewnie będziemy już miały dosyć świątyń :-)
05.01 - zwiedzanie okolic Siem Reap;
06.01 - przelot z Siem Reap do Hanoi;
07.01 - Hanoi - Moskwa i nocleg w pobliżu Placu Czerwonego, tak byśmy zdążyły choć rzucić na niego okiem;
08.01 - Moskwa - Warszawa - Wałbrzych.
Wyjazd już za 3 dni, a ja nie mogę powiedzieć, żebym była przygotowana. Wciąż muszę uzupełnić apteczkę, zrobić zakupy na drogę, wymienić walutę (pechowo dolar strasznie drogi), zarezerwować nocleg w Moskwie (odkryłam, że jest horrendalnie droga - ponad 15USD za noc w dormie!) i posprawdzać masy informacji. Przynajmniej mamy już hostel w Hanoi (3 godziny wybierałam, bo nie mogłam się zdecydować) i nabyte pudło Mugga DEET 50% tak więc żaden komar się do mnie nie zbliży ;-) Na razie robię pranie i wrzucam książki na Kindle :-) Jeszcze muszę iPhona wyposażyć w kilka filmów na drogę i coś do słuchania i mogę ruszać.
[EDIT c.d.] Dziś zrobiłam już ostatnie zakupy (nawet bieliznę termiczną nabyłam z myślą o Moskwie), wymieniłam walutę i pozostaje mi tylko pakowanie, czym zajmę się jutro. Wyjazd zbliża się wielkimi krokami i coraz bardziej zaczynam odczuwać podekscytowanie. Kolejna przygoda nadchodzi!!
niedziela, grudnia 04, 2011
Kindle vs. Empik
Skoro już się nabawiłam Kindle, to postanowiłam nabawić się również jakiegoś ebooka. W tym celu udałam się na stronę internetową Empiku i zaczęłam poszukiwania. Wybór padł na książkę Beaty Pawlikowskiej "Blondynka w Kambodży", jako że się wybieram w owe rejony i teraz intensywnie czytam wszystko co znajdę na ich temat. Do tego ebook był w szalenie atrakcyjnej cenie 7,69PLN. Sam zakup książki zbyt trudy nie był, choć najpierw z rozpędu umieściłam w koszyku wersję pdf zamiast epub, a jak poinformowały mnie Google, do konwersji na Kindle musi być w tym wypadku epub. Dlaczego? Nie wiem. Może łatwiej z tego ściągnąć zabezpieczenie DRM (takie dziwne coś, co znajduje się na polskich książkach elektronicznych i co utrudnia odczytanie ich na czytnikach, które nie czytają epub - np. Kindle, ale podobno ma to je równocześnie chronić przed piractwem - hymmm....). W każdym razie pomyłkowy zakup wersji pdf poskutkowałby koniecznością zakupu wersji epub, bo nie można zapłacić raz i mieć swojej e-książki w każdej dostępnej wersji elektronicznej. Czyli dobrze, że się opamiętałam w ostatniej chwili.
Tak więc książka została zakupiona, opłacona i kilka minut później na mojego maila przyszła wiadomość, że mogę ją sobie pobrać z zakładki "Biblioteka" na moim koncie w Empiku. Tak też zrobiłam i ściągnął mi się bardzo dziwny plik w nieznanym formacie acsm. To gdzie ten epub w takim razie? Jak się okazało sprawa nie jest taka prosta, jakby się mogło człowiekowi wydawać. Do formatu epub czekała mnie jeszcze daleka droga. Teraz musiałam zarejestrować się na stronie Adobe (to właśnie oni wymyślili to zabezpieczenie DRM), ściągnąć i zainstalować ich program Adobe Digital Editions, otworzyć za jego pomocą moją książkę w formacie acsm, co spowodowało, że ów program skądś tam ją sobie pobrał, kliknąć na "Item ifno" w programie i znaleźć plik docelowy na moim dysku - w końcu epub, którego chciałam od samego początku. Ściągnęło mi go do Moje dokumenty/My Digital Editions. Następnym krokiem miało być usunięcie zabezpieczenia i miał mi w tym pomóc opis na blogu mmemuara, który obchodził zabezpieczenia Babci Jagódki, ale niestety dobrnęłam tylko do punktu 10, kiedy zaczęły się polecenia dotyczące skryptu, co było już niestety ponad moje siły i możliwości. Lekko zniechęcona już prawie się poddałam i tylko resztkami sił (ze 2h męczyłam się z tym cholerstwem) wklepałam w Google "DRM removal" i wtedy wyskoczył mi wynik z bardzo prostym programikiem do usuwania DRM. Nazywa się po prostu "ePUB DRM Removal". Wystarczy otworzyć w nim książkę, która jest w formacie epub, a on za jednym kliknięciem ściągnie z niej zabezpieczenia DRM i zapisze ją na dysku! Ideał! :-) Do tego faktycznie działa i tym sposobem,w końcu, po godzinach walki i męczarni mam na moim Kindle "Blondynkę w Kambodży".
Dodam , że znalazłam zapewne jeszcze prostszy sposób na radzenie sobie z DRM. Autor bloga Świat Czytników przedstawił wtyczkę ineptepub do programu Calibre, która pozwala z jego poziomu ściągać zabezpieczenia i od razu wrzucać gotowe książki na Kindle. Jeszcze nie próbowałam, ale jak znowu pokuszę się na zakup ebooka z Empiku bądź jakiejkolwiek innej polskiej księgarni, to na pewno sprawdzę, jak to działa w praktyce.
Tak więc książka została zakupiona, opłacona i kilka minut później na mojego maila przyszła wiadomość, że mogę ją sobie pobrać z zakładki "Biblioteka" na moim koncie w Empiku. Tak też zrobiłam i ściągnął mi się bardzo dziwny plik w nieznanym formacie acsm. To gdzie ten epub w takim razie? Jak się okazało sprawa nie jest taka prosta, jakby się mogło człowiekowi wydawać. Do formatu epub czekała mnie jeszcze daleka droga. Teraz musiałam zarejestrować się na stronie Adobe (to właśnie oni wymyślili to zabezpieczenie DRM), ściągnąć i zainstalować ich program Adobe Digital Editions, otworzyć za jego pomocą moją książkę w formacie acsm, co spowodowało, że ów program skądś tam ją sobie pobrał, kliknąć na "Item ifno" w programie i znaleźć plik docelowy na moim dysku - w końcu epub, którego chciałam od samego początku. Ściągnęło mi go do Moje dokumenty/My Digital Editions. Następnym krokiem miało być usunięcie zabezpieczenia i miał mi w tym pomóc opis na blogu mmemuara, który obchodził zabezpieczenia Babci Jagódki, ale niestety dobrnęłam tylko do punktu 10, kiedy zaczęły się polecenia dotyczące skryptu, co było już niestety ponad moje siły i możliwości. Lekko zniechęcona już prawie się poddałam i tylko resztkami sił (ze 2h męczyłam się z tym cholerstwem) wklepałam w Google "DRM removal" i wtedy wyskoczył mi wynik z bardzo prostym programikiem do usuwania DRM. Nazywa się po prostu "ePUB DRM Removal". Wystarczy otworzyć w nim książkę, która jest w formacie epub, a on za jednym kliknięciem ściągnie z niej zabezpieczenia DRM i zapisze ją na dysku! Ideał! :-) Do tego faktycznie działa i tym sposobem,w końcu, po godzinach walki i męczarni mam na moim Kindle "Blondynkę w Kambodży".
Dodam , że znalazłam zapewne jeszcze prostszy sposób na radzenie sobie z DRM. Autor bloga Świat Czytników przedstawił wtyczkę ineptepub do programu Calibre, która pozwala z jego poziomu ściągać zabezpieczenia i od razu wrzucać gotowe książki na Kindle. Jeszcze nie próbowałam, ale jak znowu pokuszę się na zakup ebooka z Empiku bądź jakiejkolwiek innej polskiej księgarni, to na pewno sprawdzę, jak to działa w praktyce.
Kindle
Nabawiłam się Kindle. Nabawiłam się go już na urodziny, ale jakoś do tej pory nie miałam weny, by o tym napisać. Wiem, wiem, po lewej stronie ekranu widnieje znaczek "I pledge to read the printed word" i nabawienie się Kindle wcale nie oznacza, że zrezygnuję ze słowa pisanego. Bardzo lubię książki drukowane. Lubię mieć nimi obłożone półki, parapet i koci koszyk przy łóżku, ale Kindle to duża wygoda. Mogę zmieścić na nim MASY książek i zabrać ze sobą w podróż. Oczy mi się nie męczą, bo ekran wygląda jak strona z gazety - zero odblasków. Bateria trzyma długo, więc nie muszę się martwić ładowaniem. A do tego tak fajnie wygląda, szczególnie w mojej odjazdowej, czerwonej okładce od Tuff-Luv :-)
środa, listopada 23, 2011
piątek, listopada 04, 2011
znowu Azja
Kolejnym celem wielkiej wyprawy miała być Birma, wyszedł Wietnam i Kambodża. Bilety kupione, szczepienia zrobione, żółta książeczka zdobyta. Pozostaje wyrobienie wiz, a ponieważ lecimy przez Rosję i w Moskwie musimy zmienić lotnisko, a w drodze powrotnej nawet przenocować, niestety musimy mieć też wizę rosyjską (przynajmniej transferową). Lecimy 18 grudnia. Powrót 8 stycznia. Wyjdzie nam z tego prawdziwe toshikoushi no tabi :-) Szkoda tylko, że nie załapiemy się na Nowy Rok, który w tamtych rejonach jest na przełomie stycznia i lutego.
Obecnie jestem na etapie czytania przewodnika po Wietnamie i obmyślania trasy. Do tego powoli spisuję listę niezbędników i potrzebnych lekarstw. Zdecydowałam się nie brać profilaktycznie leków antymalarycznych. Zaopatrzę się za to w zapas Mugga z DEET 50%. To odstraszy każdego komara, który będzie miał ochotę mnie ukąsić :-) Moim największym zmartwieniem są teraz buty trekkingowe. Nie mam. W planach zakupy we Wrocławiu w ten weekend.
Wstępna trasa podróży niedługo.
Obecnie jestem na etapie czytania przewodnika po Wietnamie i obmyślania trasy. Do tego powoli spisuję listę niezbędników i potrzebnych lekarstw. Zdecydowałam się nie brać profilaktycznie leków antymalarycznych. Zaopatrzę się za to w zapas Mugga z DEET 50%. To odstraszy każdego komara, który będzie miał ochotę mnie ukąsić :-) Moim największym zmartwieniem są teraz buty trekkingowe. Nie mam. W planach zakupy we Wrocławiu w ten weekend.
Wstępna trasa podróży niedługo.
piątek, lipca 29, 2011
w końcu urlop
Ostatni dzień przed urlopem ciągnie się niemiłosiernie. Do 9:00 zdążyłam skończyć wszystkie moje zadania na dzisiaj i pozostało mi 7h do zapełnienia. Robię sobie mapki Berlina :-) Wiem już jak trafić do chińskiej pierożkarni WOK Show (podobno pierożki fantastyczne i za 10EUR dostajesz całą masę sztk 20 - sprawdzę w czwartek), do japońskiej księgarni Yamashina (powieści w krzaczkach nigdy za wiele), do azjatyckiego supermarketu Vinh Loi (może znajdę coś pysznego) i do dwóch koreańskich restauracji: Monsieur Voung i Good Morning Vietnam. Obie są na tej samej ulicy w dzielnicy, w której mamy zarezerwowany hostel, więc jedna z nich stanie się miejscem naszej kolacji w środę.
A tak w ogóle to urlop spędzę na Bornholmie jeżdżąc rowerem po płaskich i równych ścieżkach rowerowych i nocując pod namiotem. Oby tylko nie padało....
Jednak nic nie poradzę na to, że w tej chwili myślę głównie o pysznościach, które czekają na mnie w Berlinie :-) Polecono mi też currywurst i chcę nabyć trochę czekoladowych i marcepanowych słodkości (tak żeby nie było, że tylko mam zamiar azjatyckie rzeczy pałaszować).
Poza tym coś zwiedzę, ale jako że czasu mało ograniczę się do wieczornej panoramy miasta z wieży telewizyjnej i Bramy Brandenburskiej. Większe zwiedzanie już się planuje na jakiś długi weekend jesienią tego roku.
Wyjazd dziś po pracy. O 3:30 wsiadamy na prom w Sassnitz i o 7:00 powinniśmy być w Ronne. Mam nadzieję, że nie padnę na twarz zaraz po wyjściu na brzeg :-/ Wracamy w czwartek wieczorem. Jestem już w większości spakowana (sakwy pękają w szwach), iPhona zapełniłam serialami, ebookami i audioksiążkami, żeby mieć w zapasie moje małe centrum rozrywki. Mam nadzieję, że na polu kempingowym będzie prąd, bo to mój odwieczny problem. Chyba też powinnam się zastanowić nad zakupem Kindla (podobno bateria trzyma nawet do 3 miesięcy!).
A tak w ogóle to urlop spędzę na Bornholmie jeżdżąc rowerem po płaskich i równych ścieżkach rowerowych i nocując pod namiotem. Oby tylko nie padało....
Jednak nic nie poradzę na to, że w tej chwili myślę głównie o pysznościach, które czekają na mnie w Berlinie :-) Polecono mi też currywurst i chcę nabyć trochę czekoladowych i marcepanowych słodkości (tak żeby nie było, że tylko mam zamiar azjatyckie rzeczy pałaszować).
Poza tym coś zwiedzę, ale jako że czasu mało ograniczę się do wieczornej panoramy miasta z wieży telewizyjnej i Bramy Brandenburskiej. Większe zwiedzanie już się planuje na jakiś długi weekend jesienią tego roku.
Wyjazd dziś po pracy. O 3:30 wsiadamy na prom w Sassnitz i o 7:00 powinniśmy być w Ronne. Mam nadzieję, że nie padnę na twarz zaraz po wyjściu na brzeg :-/ Wracamy w czwartek wieczorem. Jestem już w większości spakowana (sakwy pękają w szwach), iPhona zapełniłam serialami, ebookami i audioksiążkami, żeby mieć w zapasie moje małe centrum rozrywki. Mam nadzieję, że na polu kempingowym będzie prąd, bo to mój odwieczny problem. Chyba też powinnam się zastanowić nad zakupem Kindla (podobno bateria trzyma nawet do 3 miesięcy!).
piątek, lipca 15, 2011
Melancholia
Byłam w kinie na "Melancholii" von Tiera. Dziwny film o ludzkiej psychice, depresji i końcu świata. Miejscami nudny, choć mam wrażenie, że w tych miejscach właśnie miał być nudny. Mimo to ciężko wyrzucić go z pamięci. Od kilku dni ciągle o nim myślę. Niestety muzyka nie do zniesienia. W kółko Preludium do Tristana i Izoldy Wagnera. Nie lubię Wagnera. Pod koniec musiałam zatkać uszy, bo już nie mogłam tego wytrzymać. Wychodząc z kina widziałam człowieka, którego wgniotło w fotel. Gdy wszyscy inni już wstali, on siedział w bezruchu patrząc w czarny ekran niewidzącym wzrokiem.
wtorek, maja 17, 2011
zalety bycia kaishainem
Czasami dobrze jest pracować w japońskiej firmie :-) W weekend jeden z moich Japończyków wybrał się do Dusseldorfu (głównie po to, by zjeść dobry japoński ramen) i przywiózł mi dobra japońskie. To nic, że z Niemiec - ważne, że smakują jak trzeba :-D
irlandzkie wspominki
Kilka dni temu zobaczyłam na jednym z moich ulubionych blogów o gotowaniu przepis na bułeczki scones. Od razu przywołało to wspomnienia pierwszego dnia pobytu w Irlandii, gdzie zaraz po wylądowaniu schrupałam na późne śniadanie takową bułeczkę w naszym hostelu w Dublinie. Widząc przepis natychmiast zapragnęłam znowu poczuć ich smak.
Przygotowanie okazało się być zadziwiająco proste, a efekt taki jaki być powinien :-)
Składniki:
- 350g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 175ml maślanki
- 85g zimnego masła
- 3 łyżki cukru pudru
- 1 łyżeczka cukru z wanilią
- szczypta soli
- garść suszonej żurawiny
Przygotowanie:
Mąkę przesiać do miski i wymieszać z proszkiem i solą. Dodać pokrojone w kostkę masło i rozetrzeć placami tak jak rozciera się ciasto na kruszonkę. Dodać cukier puder i waniliowy i wymieszać.
Do składników suchych dodać maślankę i mieszać tak długo aż składniki zaczną się łączyć, a następnie szybko zagnieść kulę (im dłużej zagniatane ciasto, tym mniej będzie puszyste). Rozwałkować na grubość 3-4cm i wyciąć krążki (ja użyłam do tego kieliszka do szampana).
środa, maja 11, 2011
animacja Google
Dziś moją uwagę przykuła animacja, którą Google stworzyło z okazji rocznicy urodzin amerykańskiej tancerki i choreografa Marthy Graham. Żeby o niej nie zapomnieć i móc jeszcze kiedyś wrócić, postanowiłam wrzucić na bloga. Znalazłam z dwoma podkładami muzycznymi i sama nie wiem, który mi się bardziej podoba, więc umieszczam oba :-)
wtorek, maja 10, 2011
po co ci życie, gdy możesz grać w Simy
Najnowsza seria popularnej gry The Sims (już w trzeciej odsłonie) coraz bardziej mnie zadziwia swoją złożonością. Z każdym dodatkiem Simsy są coraz bardziej rozwinięte, więcej mogą, mniej je ogranicza. Idealna podstawa, by zostać hikikomori. Można się zanurzyć w świat Simów i zapomnieć o wszystkim wokół, co przyznam szczerze czasami robię bez większego poczucia winy, że spędzam kilka wieczornych godzin na budowaniu domku i rozwijaniu karier moich podopiecznych, zamiast porobić coś efektywnego ;-) Potem nagle wracam do rzeczywistości i odkrywam, że już jest dobrze po północy i nawet nie wiem, kiedy ten czas minął. Aż strach pomyśleć, co przyniesie czwarta seria, kiedy trzecia już tak dobrze odwzorowuje realne życie, a ma to robić jeszcze lepiej, o czym świadczy trailer najnowszego dodatku "The Sims 3: Pokolenia" zapowiedziany na 1 czerwca.
"Ciesz się całym spektrum bogatych doświadczeń życiowych ze swoimi Simami! Zacznij od przesyconego wyobraźnią dzieciństwa i zmierz się z problemami nastolatków. Doświadcz skomplikowanej rzeczywistości życia dorosłego, a potem zbieraj korzyści zdobyte na każdym etapie życia."
A tu zapowiedź części, której poprzednik w drugiej serii był moim ulubionym dodatkiem wprowadzającym do gry zwierzaki :-) Ma się ukazać w listopadzie tego roku.
środa, marca 09, 2011
YAKU i FAN
W mahjongu dąży się do utworzenia układu składającego się z czterech MENTSU i główki. YAKU jest to pewien zbiór zasad, którymi musimy się kierować tworząc nasz układ. Jeżeli w momencie ukończenia układu nie ma w nim żadnego YAKU, czyli nie został on stworzony zgodnie z obowiązującymi zasadami, to nie można zrobić AGARI (zakończyć rozdania).
Jednostki, którymi liczy się wartość YAKU nazywamy FAN. Po zrobieniu AGARI jego wartość można ocenić np. na 1FAN, 2FAN, 3FAN, itd. Im więcej FAN w układzie tym jest on bardziej wartościowy i dostajemy za niego więcej punktów.
Aby zrobić AGARI i tym samym wygrać rozdanie musimy mieć w swoim układzie YAKU o wartości co najmniej 1FAN. Jeśli tego nie osiągniemy, układ będzie bezwartościowy i nie możemy zakończyć nim rozdania.
wtorek, lutego 08, 2011
PINCHUI ピンチュイ 平局
PINCHUI jest to zakończenie rozdania bez rozstrzygnięcia wygranej. W takiej sytuacji po prostu miesza się kamienie i rozpoczyna nowe rozdanie.
Mamy kilka przypadków, w których następuje PINCHUI:
1. Jeśli któryś z graczy dostanie w swoich początkowych kamieniach 9 różnych kamieni z grupy YAOCHŪPAI, np.
2. Gdy wszyscy gracze w jednej kolejce wyrzucą ten sam kamień.
3. Gdy w jednym rozdaniu wszyscy gracze zrobią KAN.
4. Gdy trzech graczy krzyknie RON na ten sam kamień.
5. Jeśli wszyscy czterej gracze zadeklarują RIICHI (to omówię trochę później w rozdziale "Najważniejsze rodzaje YAKU"), z wyjątkiem sytuacji, gdy ktoś zrobi AGARI w momencie, kiedy czwarty gracz deklaruje RIICHI i wyrzuca kamień.
6. Gdy do końca rozdania (kończą się możliwe do wyciągnięcia kamienie w ścianach) nikt nie zrobi AGARI.
niedziela, stycznia 09, 2011
wolne wolne i po wolnym
Ciężko jest wracać do pracy po tak długi wolnym, szczególnie gdy ma się świadomość, że kolejna dłuższa przerwa będzie dopiero na Wielkanoc :-( Trzy dni pomiędzy Nowym Rokiem a długim weekendem 6-10 stycznia wypompowały mnie z sił zupełnie, więc ze strachem myślę o jutrze i reszcie tej zimy.
Święta w tym roku były zdecydowanie białe. Część czasu spędziłam na stoku, a część na zakupach nabywając osprzętowanie narciarskie :-) Mam nadzieję w końcu nauczyć się w miarę przyzwoicie jeździć na nartach i nie wywracać na każdym zakręcie.
W roku królika moje kocurra najwyraźniej nie podjęły noworocznego postanowienia o polepszeniu swoich stosunków.
To najbliżej jak Putka jest skłonna podejść do Orodruiny:
Mimo to Orcio i tak ją kocha i chce być zawsze tam, gdzie ona :-)
Jak już jestem przy kotach, to pojawił się nowy filmik o kocie Simona w świątecznym klimacie:-)
I na koniec moje drzewko szczęścia. Bochenek na prawdę kwitnie :-)
Święta w tym roku były zdecydowanie białe. Część czasu spędziłam na stoku, a część na zakupach nabywając osprzętowanie narciarskie :-) Mam nadzieję w końcu nauczyć się w miarę przyzwoicie jeździć na nartach i nie wywracać na każdym zakręcie.
W roku królika moje kocurra najwyraźniej nie podjęły noworocznego postanowienia o polepszeniu swoich stosunków.
To najbliżej jak Putka jest skłonna podejść do Orodruiny:
Mimo to Orcio i tak ją kocha i chce być zawsze tam, gdzie ona :-)
Jak już jestem przy kotach, to pojawił się nowy filmik o kocie Simona w świątecznym klimacie:-)
I na koniec moje drzewko szczęścia. Bochenek na prawdę kwitnie :-)
wtorek, grudnia 14, 2010
powrót do lat studenckich
Siedzę i się uczę. Dawno tego nie robiłam i już chyba nie potrafię. Polityka pieniężna mnie wykańcza. NIC z niej nie rozumiem. Jak bank podwyższa stopę to będzie coś tam, a jak obniża to coś tam. Nie wiem, jak się w tym połapać :-/ W niedzielę pierwsze kolokwium. Czarno to widzę. Ekonomia to zdecydowanie nie moja bajka i cały czas się zastanawiam W CO JA SIĘ DO LICHA WPAKOWAŁAM i dlaczego?? Chyba jakąś chwilową niewydolność mózgu miałam, gdy wybierałem ten kierunek i składałam papiery :-(
Poza tym zakwitło mi drzewko szczęścia! W zimie! Mój Bochenek ma kwiatki! To chyba coś znaczy, prawda? W końcu to drzewko SZCZĘŚCIA :-)
Jak będę miała chwilę czasu i trochę światła, to cyknę zdjęcie. Mam tę roślinkę od 8 lat, a jeszcze nigdy nie kwitła.
Poza tym zakwitło mi drzewko szczęścia! W zimie! Mój Bochenek ma kwiatki! To chyba coś znaczy, prawda? W końcu to drzewko SZCZĘŚCIA :-)
Jak będę miała chwilę czasu i trochę światła, to cyknę zdjęcie. Mam tę roślinkę od 8 lat, a jeszcze nigdy nie kwitła.
o dokacaniu słów kilka
No więc dokociłam się. Pierwsza reakcja rezydentki – strach, gniew i uczucie zdrady, małej – beztroska ciekawość. Czyli pierwsze spotkanie przebiegło mniej więcej tak, jak to sobie wyobrażałam. Minęły trzy tygodnie i postanowiłam zainwestować w Feliway. To kocie feromony podłączane do kontaktu, które mają działać uspokajająco i dawać zestresowanym kotom poczucie bezpieczeństwa.
Duża jest w dosyć kiepskim stanie psychicznym. Wciąż obrażona, wciąż nie chce się z nami zadawać (o głaskaniu możemy zapomnieć), na małą ciągle syczy, burczy i powarkuje. Mała najwyraźniej ma już tego dosyć, bo się uwzięła na dużą i ciągle na nią poluje, wskakuje jej na grzbiet, gdy ta trochę traci czujność i ogólnie nie daje dużej żyć.
Poza tym czekoladka to mały słodki niedźwiadek, kiedy śpi. Gdy nie śpi to jest małym potworem – diabełkiem, który myśli tylko, co by tu narozrabiać. Od razu wiadomo, kiedy planuje jakiś nieprawy uczynek – kładzie uszka, wygina grzbiet i drobnymi kroczkami zmierza do celu, który sobie obrała. Dobrze wie, że będziemy krzyczeć. Gdy już nabroi, natychmiast stosuje kocią zasadę: „gdy narozrabiasz wyglądaj słodko i zacznij mruczeć”. Działa zawsze bez pudła – wszystko jej wybaczamy. Poza tym to mały żarłok, który je wszystko i zawsze. Żebrze też bez żadnych skrupułów i nie można się od niej opędzić, gdy wyczuje, że coś jemy. Za to w nocy wtula się w moje plecy i tak śpimy do rana. Nie ma to jak żywy termofor zimową porą J
Teraz mamy początek drugiego miesiąca pobytu u nas małej i w domu chyba zaczyna się uspokajać. Może to wpływ Feliway. W każdym razie Pusia jakby powoli wracała do normy. Zmienił się wyraz jej pyszczka i już nie wygląda, jakby cały czas czuwała. Zaczęła też przychodzić na głaskanie. Krótkie, bo krótkie, ale jednak przychodzi.Mała to wciąż wróg publiczny numer jeden. One chyba nigdy się nie polubią.
Taka byłam malutka pierwszego dnia w nowym domku:
Zaśpioszkane oczka:
Mały niedźwiadek o złocistych oczach:
A tak wyglądam dzisiaj:
Nowy domek:
Bliżej nie będzie:
poniedziałek, listopada 29, 2010
znowu zima
No i nas pobieliło. Znowu.
Dziś taki widok powitał mnie po przebudzeniu:
Czyli zaczęło się kolejne pół roku zimy :-/
poniedziałek, listopada 15, 2010
wtorek, listopada 09, 2010
kocie sprawy
Ostatnio moją głowę zaprzątają głównie myśli o kotach. Nic dziwnego – szukałam domu dla Łatki (zostaje na stałe z alergikami, którym po tygodniu znacznie się polepszyło i ich dom nie jest już cały zawalony obsmarkanymi chusteczkami) i z niecierpliwością czekam na swoje czekoladowe kocię, po które jadę już za dwa dni :-) Nie mogę się doczekać. Na razie szalałam robiąc zakupy – głównie karmę dla dużej i małej, bo jeśli chodzi o inne akcesoria w stylu transporterek, itp. to wszystko mam. Kupiłam też trochę drobnych zabawek (myszki, piłeczki, piórka na patyku). Duża kręci na nie nosem i nie jest zainteresowana, ale mała na pewno będzie się bawiła. Mamy też przedyskutować z panią Olą z Moriquendi kwestię wystaw. Być może na jakąś się wybiorę i pokażę czekoladkę „światu” :-) Najbardziej martwi mnie kwestia szczepienia przeciwko wściekliźnie. Mała siłą rzeczy będzie kotem wychodzącym, bo u nas latem drzwi tarasowe na ogród są zawsze otwarte i nie będzie możliwości zatrzymania jej w domu (no chyba, że przez całe lato będzie siedziała zamknięta w jednym pokoju – bez sensu). Tak więc trzeba będzie zrobić szczepienie przeciwko wściekliźnie i białaczce, a z tego co wiem istnieje pewne ryzyko, że pojawi się po nich mięsak poszczepienny :-( Będę musiała to dokładnie przemyśleć, a przede wszystkim przedyskutować z hodowcą i moim vetem. Oni na pewno najlepiej mi poradzą.
A na razie załączam zdjęcia małej, które dostałam od pani Oli (prawda, że strasznie urosła?):
A na razie załączam zdjęcia małej, które dostałam od pani Oli (prawda, że strasznie urosła?):
Subskrybuj:
Posty (Atom)




