Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hobby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hobby. Pokaż wszystkie posty

piątek, marca 30, 2012

Gratislavia 2012

W ten weekend we Wrocławiu odbędzie się coroczny festiwal planszówek Gratislavia. Może być fajnie. Szkoda tylko, że w spisie dostępnych gier nie ma Battlestar Galactica, bo od jakiegoś czasu chcę ją wypróbować.



wtorek, marca 20, 2012

pod pretekstem ciała


niedziela, grudnia 04, 2011

Kindle vs. Empik

Skoro już się nabawiłam Kindle, to postanowiłam nabawić się również jakiegoś ebooka. W tym celu udałam się na stronę internetową Empiku i zaczęłam poszukiwania. Wybór padł na książkę Beaty Pawlikowskiej "Blondynka w Kambodży", jako że się wybieram w owe rejony i teraz intensywnie czytam wszystko co znajdę na ich temat. Do tego ebook był w szalenie atrakcyjnej cenie 7,69PLN. Sam zakup książki zbyt trudy nie był, choć najpierw z rozpędu umieściłam w koszyku wersję pdf zamiast epub, a jak poinformowały mnie Google, do konwersji na Kindle musi być w tym wypadku epub. Dlaczego? Nie wiem. Może łatwiej z tego ściągnąć zabezpieczenie DRM (takie dziwne coś, co znajduje się na polskich książkach elektronicznych i co utrudnia odczytanie ich na czytnikach, które nie czytają epub - np. Kindle, ale podobno ma to je równocześnie chronić przed piractwem - hymmm....). W każdym razie pomyłkowy zakup wersji pdf poskutkowałby koniecznością zakupu wersji epub, bo nie można zapłacić raz i mieć swojej e-książki w każdej dostępnej wersji elektronicznej. Czyli dobrze, że się opamiętałam w ostatniej chwili.

Tak więc książka została zakupiona, opłacona i kilka minut później na mojego maila przyszła wiadomość, że mogę ją sobie pobrać z zakładki "Biblioteka" na moim koncie w Empiku. Tak też zrobiłam i ściągnął mi się bardzo dziwny plik w nieznanym formacie acsm. To gdzie ten epub w takim razie? Jak się okazało sprawa nie jest taka prosta, jakby się mogło człowiekowi wydawać. Do formatu epub czekała mnie jeszcze daleka droga. Teraz musiałam zarejestrować się na stronie Adobe (to właśnie oni wymyślili to zabezpieczenie DRM), ściągnąć i zainstalować ich program Adobe Digital Editions, otworzyć za jego pomocą moją książkę w formacie acsm, co spowodowało, że ów program skądś tam ją sobie pobrał, kliknąć na "Item ifno" w programie i znaleźć plik docelowy na moim dysku - w końcu epub, którego chciałam od samego początku. Ściągnęło mi go do Moje dokumenty/My Digital Editions. Następnym krokiem miało być usunięcie zabezpieczenia i miał mi w tym pomóc opis na blogu mmemuara, który obchodził zabezpieczenia Babci Jagódki, ale niestety dobrnęłam tylko do punktu 10, kiedy zaczęły się polecenia dotyczące skryptu, co było już niestety ponad moje siły i możliwości. Lekko zniechęcona już prawie się poddałam i tylko resztkami sił (ze 2h męczyłam się z tym cholerstwem) wklepałam w Google "DRM removal" i wtedy wyskoczył mi wynik z bardzo prostym programikiem do usuwania DRM. Nazywa się po prostu "ePUB DRM Removal". Wystarczy otworzyć w nim książkę, która jest w formacie epub, a on za jednym kliknięciem ściągnie z niej zabezpieczenia DRM i zapisze ją na dysku! Ideał! :-) Do tego faktycznie działa i tym sposobem,w końcu, po godzinach walki i męczarni mam na moim Kindle "Blondynkę w Kambodży".


Dodam , że znalazłam zapewne jeszcze prostszy sposób na radzenie sobie z DRM. Autor bloga Świat Czytników przedstawił wtyczkę ineptepub do programu Calibre, która pozwala z jego poziomu ściągać zabezpieczenia i od razu wrzucać gotowe książki na Kindle. Jeszcze nie próbowałam, ale jak znowu pokuszę się na zakup ebooka z Empiku bądź jakiejkolwiek innej polskiej księgarni, to na pewno sprawdzę, jak to działa w praktyce.

Kindle

Nabawiłam się Kindle. Nabawiłam się go już na urodziny, ale jakoś do tej pory nie miałam weny, by o tym napisać. Wiem, wiem, po lewej stronie ekranu widnieje znaczek "I pledge to read the printed word" i nabawienie się Kindle wcale nie oznacza, że zrezygnuję ze słowa pisanego. Bardzo lubię książki drukowane. Lubię mieć nimi obłożone półki, parapet i koci koszyk przy łóżku, ale Kindle to duża wygoda. Mogę zmieścić na nim MASY książek i zabrać ze sobą w podróż. Oczy mi się nie męczą, bo ekran wygląda jak strona z gazety - zero odblasków. Bateria trzyma długo, więc nie muszę się martwić ładowaniem. A do tego tak fajnie wygląda, szczególnie w mojej odjazdowej, czerwonej okładce od Tuff-Luv :-)


wtorek, maja 10, 2011

po co ci życie, gdy możesz grać w Simy

Najnowsza seria popularnej gry The Sims (już w trzeciej odsłonie) coraz bardziej mnie zadziwia swoją złożonością. Z każdym dodatkiem Simsy są coraz bardziej rozwinięte, więcej mogą, mniej je ogranicza. Idealna podstawa, by zostać hikikomori. Można się zanurzyć w świat Simów i zapomnieć o wszystkim wokół, co przyznam szczerze czasami robię bez większego poczucia winy, że spędzam kilka wieczornych godzin na budowaniu domku i rozwijaniu karier moich podopiecznych, zamiast porobić coś efektywnego ;-) Potem nagle wracam do rzeczywistości i odkrywam, że już jest dobrze po północy i nawet nie wiem, kiedy ten czas minął. Aż strach pomyśleć, co przyniesie czwarta seria, kiedy trzecia już tak dobrze odwzorowuje realne życie, a ma to robić jeszcze lepiej, o czym świadczy trailer najnowszego dodatku "The Sims 3: Pokolenia" zapowiedziany na 1 czerwca. 




"Ciesz się całym spektrum bogatych doświadczeń życiowych ze swoimi Simami! Zacznij od przesyconego wyobraźnią dzieciństwa i zmierz się z problemami nastolatków. Doświadcz skomplikowanej rzeczywistości życia dorosłego, a potem zbieraj korzyści zdobyte na każdym etapie życia."


A tu zapowiedź części, której poprzednik w drugiej serii był moim ulubionym dodatkiem wprowadzającym do gry zwierzaki :-) Ma się ukazać w listopadzie tego roku.

środa, sierpnia 18, 2010

japońskie dobra ponownie :-)


Pocieszeniem na zakończenie urlopu jest kolejna partia dóbr japońskich :-)
Tym razem trochę mniej gier, a więcej książek, a prócz tego cała masa dodatków ekstra (czasami trochę dziwnych)  :-)

Książki (tym razem tylko do nauki języka):
"Aimaigo jien" (słownik z różnymi niejasnymi zwrotami)
Seria "Mondai na nihongo" 1-3 + ćwiczenia 2 ("problematyczny japoński")
Seria "Nihonjin no shiranai nihongo" 1-2  ("japoński nieznany Japończykom")

Ta ostatnia seria jest na prawdę świetna (na razie za nią się zabrałam). Np. tłumaczy takie niuanse, jak różnica między pisanymi tym samym znakiem 冷める (czyt. sameru) a 冷える (czyt. hieru), gdzie pierwsze znaczy "ostudzić" (ciepłe do normalnej temperatury), a drugie "schłodzić" (z normalnej temperatury na niższą). Nie miałam o tym pojęcia. Jutro sprawdzą, czy Japończycy o tym wiedzą :-D

Gry:
Doko demo kanji quiz DS (do nauki japońskich znaków)
Taiko no tatsujin na PS2 6 i 7 część (czyli japońskie bębenki - jeszcze tylko kontroler muszę nabyć)

Dodatki ekstra (tu też trochę dziwności):
Katsuoboshi (te trzy paki na górze) - suszone płatki z tuńczyka do posypywania okonomiyaki
Kilka pudełek japońskich słodyczy z zieloną herbatą maccha
Pojemnik na majonez i łyżka bambusowa (bo podobno nasza drewniana jest beznadziejna) :-)
Dzwonek furin ze słonecznikami (miał być ze złotą rybką, bo tak mi się kojarzą te dzwonki, ale nie było)
Różowy stylus i folie ochronne na ekrany DSa (w Polsce coraz trudniej o oryginalne)
Małe notesiki (używam takich podczas wyjazdów)
Pudełko na kartridże DS
Szminka Shiseido w kolorze różowym (he?)
Torebki do parzenia herbaty (jestem od nich uzależniona)
Ręczniczek z kotem Jiji z japońskiej bajki "Majo no takkyuubin"
Happitan - słone ciastka ryżowe (moje ulubione)
Śmieszny papier toaletowy z obrazkami i napisami, co zrobić jak nie możesz zrobić :-)

wtorek, kwietnia 13, 2010

japońskie dobra :-)

Pochwalę się japońskimi dobrami, które napłynęły do mnie w sobotę:


































Jak widać cały stosik gier, uzupełnienie moich serii mangowych (w końcu mam całość "Fruits Basket" i "Nana"), jedna powieść w gabarytach bunko (to różowe, wciąż w okładce z księgarni - strasznie lubię, że w Japonii zawijają książkę od razu w okładkę księgarni, choć czasami trochę mnie rusza sumienie, że mi się to podoba, bo przecież to okropne marnotrawstwo papieru). Sama powieść to kolejny tom serii Asano Atsuko "Manzai" (już piąty). Seria jest na prawdę prześmieszna. Do tego teczka z Boo, zestaw koralików (szkoda, że w Polsce nie ma takich wypasionych sklepów w stylu Tokyu Hands, czy Craft World) i pocztówki z Japonkami. Był też KitKat o smaku sakury, ale został zjedzony, a papierek wyrzucony, tak więc na zdjęcie nie zdążył się załapać :-P

Wielkie podziękowania dla K. za to, że chciało jej się chodzić w wolnym od pracy czasie po sklepach i szukać dla mnie tych wszystkich pozycji z mojego zamówienia.

DZIĘKUJĘ!!!!!

czwartek, marca 04, 2010

nowy członek konsolowej rodzinki

Dzisiaj dotarła do mnie moja najnowsza konsolka. Długo się zastanawiałam, czy wolę DS Lite czy DSi i ostatecznie zdecydowałam się na nowszą wersję handhelda Nintendo. Tak więc do mojej rodziny konsolek dołączyła dzisiaj DSi Pink :-)
























Jako, że nigdzie nie mogłam znaleźć innej wersji, zakupiłam specjalną edycję z grą. Niestety sama gra "La maison du style" jakoś niezbyt mnie zachęca (coś z modą skierowane do grupy wiekowej 8-12lat). Cóż, jakoś to przeboleję. Taka perełka w mojej kolekcji gier normalnie pewnie by się nie znalazła. Co do samej konsoli to różni się trochę od mojej poprzedniej wersji DS Lite w kolorze tzw. "róż majtkowy". Róż w tym wydaniu jak widać majtkowy nie jest. Poza tym miłym zaskoczeniem jest powierzchnia obudowy. W DS Lite była gładka i błyszcząca, zaś w DSi jest ona matowa i trochę chropowata. Jakoś nigdzie nie wyłapałam tej informacji i byłam dziś mile zaskoczona, gdy rozpakowałam pudełko. Inną różnicą jest na pewno brak slotu GBA, co w sumie dla mnie nie ma znaczenia, ponieważ w poprzedniej konsolce raczej go nie używałam. Zamiast tego dodali dwa aparaty, choć niestety nie można powiedzieć, że zdjęcia z nich są dobrej jakości. Jak znajdę jakąś kartę SD, którą mogę użyć, to spróbuję je zrzucić na kompa. W nowej wersji podobno poprawili głośniki, ale jakoś nie czuję tego. Dźwięk jest równie okropny jak w DS Lite. Inne zmiany to rozmiar, ale nie mając porównania "na żywo" z DS Lite czuję tylko, że jest trochę węższa. Próba podłączenia do Internetu i obejrzenia sklepu Nintendo na razie zakończyła się klęską i jeszcze muszę rozgryźć dlaczego.

Czekam jeszcze aż przyjdą moje folie ochronne na ekraniki i programator. Szukałam też jakiegoś fajnego futerału, ale żaden mi się nie podoba :-(  Jestem otwarta na wszelkie propozycje w tej kwestii. 





















Edit. Czy ja mówiłam, że ta gra jest dla dzieci? No to muszę się przyznać, że jak zaczęłam grać w nią wczoraj wieczorem, to skończyłam dopiero po 1 w nocy. Może to po prostu brak innych gier tak na mnie wpłynął?????

sobota, lutego 27, 2010

leniwy weekend

To był ciężki tydzień.
Poszukiwałam mieszkania dla naszego prezesa, który przenosi się do Polski. Największy problem tak na prawdę stanowi cena - nie może być tańsze niż mieszkanie wiceprezesa, a co tu dużo mówić, aż tak drogich mieszkań ostatnio w okolicy brak. Do tego, jak już każdy pracownik agencji nieruchomości, który miał kiedykolwiek do czynienia z Japończykiem wie, obowiązkowo musi być WANNA. Bez wanny nawet nie ma rozmowy. Widzieliśmy całą masę ofert w tym tygodniu i może w końcu zdecyduje się na jedno, które wyraźnie przypadło mu do gustu (nowe, dwupoziomowe, nigdy nie było zamieszkane). Dobrze, że prezes nigdy nie był w mieszkaniu wiceprezesa, bo pewnie zzieleniał by z z zazdrości, gdyby dowiedział się, że ma on praktycznie prywatną windę, która wjeżdża mu do mieszkania. I w tej sytuacji już chyba nigdy nie miałabym spokoju...

W ramach rekompensaty trudów w pracy, byłam w Empiku. Jak widać na załączonym zdjęciu zostawiłam tam pewną część swojej wypłaty i planuję leniwy weekend z książkami, grami i zaległymi gazetami, których nie miałam czasu przeczytać ;-)

wiosenne porządki?

Zrobiłam ostatnio upgrade mojej kolekcji gier na potrzeby forum, na którym czasami bywam i pomyślałam, że tu też go zamieszczę.
Wciąż jeszcze nie odbudowałam jej do końca, po częściowym rozpadzie w zeszłym roku, ale usilnie nad tym pracuję :-)

Stosik PSP (te zbieram najdłużej)





















Na PS2 (ostatnio trochę zaniedbane)





















X360 (obecna przyczyna zaniedbania innych systemów)

















Trochę starszych pozycji na PC




















I na koniec Simsy (zbierane od niepamiętnych lat)

środa, czerwca 17, 2009

trochę kultury

W ramach ukulturalniania wybieram się dzisiaj do Opery Wrocławskiej na "Jezioro łabędzie" Czajkowskiego.
Niestety nie mogę powiedzieć, że ostatni balet, na którym byłam - "Pan Twardowski" Ludomira Różyckiego mogę zaliczyć do udanych. Był za ciężki i zupełnie nie w moim guście.
Może ten bardziej mi się spodoba.

czwartek, kwietnia 23, 2009

nowy członek rodziny

Wczoraj przyszedł mój aparat - pełnia szczęścia.
Tak byłam zajęta po pracy macaniem, że nawet nie zdążyłam zjeść przed łyżwami i potem umierałam z głodu na lodzie.
No ale pomacałam i czuję wyraźną różnicę w stosunku do 400D, który miałam wcześniej.
Przede wszystkim jest cięższy, sporo cięższy (dobrze, będzie się stabilniej trzymało) i większy i ma masy guziczków, z których nie wszystkie były w 400D. Będę musiała je rozgryźć, choć dużo czasu raczej mi to nie zajmie, bo w 400D też były te ustawienia, tyle że wywoływane z poziomu ekranu LCD. Za to teraz będę mogła ustawiać wszystko intuicyjnie za pomocą jednej ręki. Wystarczy tylko zapamiętać położenie przycisków. No i ma dodatkowy wyświetlacz na górze.
Krótko mówiąc, jak stwierdził Pcheła, zawiało profesjonalizmem.

Szkło też już czeka w domu. Kupiłam Canon 18-55 f/3,5-5,6 IS.
Kitowy i nie zachwyca jasnością, ale przynajmniej ma stabilizację i nie był drogi.
Tylko karta pamięci wciąż nie dotarła :-/

Jeszcze 7 dni do końca...

piątek, kwietnia 17, 2009

i znowu będę miała rękę

Kupiłam aparat!!!!
Taki jak chciałam.
No dobra, prawie taki jak chciałam.
Tylko model niższy.
Chciałam 50D, ale za drogi dla mnie.
Cenę tego jeszcze jakoś przełknę, choć stoi gulą w gardle ;-)
Jeszcze tylko zapłacę i pozostanie czekanie na przesyłkę.
I znowu będę szczęśliwa :-D

Małpka mojej mamy mnie wykańcza psychicznie i odbiera całą radość z robienia zdjęć.
Nie mam ŻADNEJ kontroli nad tym aparatem.
Robi ze mną, co tylko zechce.
Dobrze, że chociaż lampę błyskową mogę wyłączyć.
I to chyba wszystko, co mogę.
No, i jeszcze tryb mogę wybrać (krajobraz, makro, czy automatyczny).
Ale jak to mówią, pożyczonemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Teraz potrzebuję jeszcze karty i obiektywu.
W sobotę wybiorę się na poszukiwania i może znajdę coś w przyzwoitej cenie.
Jedyny obiektyw na jaki mogę sobie pozwolić to 18-55 IS.
Kitowy, ale chociaż ze stabilizacją.

A tak wygląda mój aparat.





Jeśli kogoś interesuje - specyfikacja na stronie Canon Polska.

poniedziałek, kwietnia 13, 2009

przenudna Wielkanoc

Jako, że nie pojechałam na święta do domu, miałam trzy dni lenistwa.
Otoczyłam się książkami, gazetami i zakotwiczyłam na kanapie z kompem pod ręką.
Nie powiem, żeby było to idealne wolne.
Wręcz czuję się dziś zmęczona po tak intensywnym robieniu niczego.

Z nudów zabrałam się za obróbkę starych zdjęć, które porobiłam będąc w październiku w domu.

Tu moja kotka.
Nie wydawała się być zbytnio zachwycona tym, że przeszkadzam jej w drzemce.
No ale kiedy mnie nie ma nikt inny jej nie dręczy, więc od czasu do czasu chyba może to jakoś przeboleć.



W sferze kulinarnej od jakiegoś czasu moją specjalnością jest pizza.
Mama robi ciasto, które mi jakoś nie wychodzi, a ja zajmuję się resztą.
Mniam.
Niedługo muszę znowu ją zrobić.



W październiku znowu wybrałam się na polowanie na wrocławskie krasnale.
Tym razem namierzyłam śpiocha.



Byłam też w Jeleniej Górze.
To chyba jedyne zdjęcie, które mnie jako tako zadowala z tego miasta.



I w zamku w Bolkowie.
Trochę zabawy z przeróbką na styl lomo.


czwartek, kwietnia 02, 2009

nowa zabawka

Wczoraj w końcu przyszedł długo oczekiwany Xbox 360 :-D
Jeszcze go nie widziałam, bo czeka w Wałbrzychu, ale wiem, że jest biały, więc domyślam, że wygląda tak:


Ładny :-)
Podobno faktycznie, chodzi głośno jak traktor, kiedy czyta z płyty.
Czyżby Microsoft wrzucił szajs w miejsce, gdzie powinien być napęd (??)
Teraz muszę tylko zatroszczyć się o gry i już wiem, co będę robiła w maju :-]

piątek, marca 20, 2009

własne dwie płozy

Jazda na łyżwach na tyle mnie wciągnęła, że w sobotę pojechałam do sklepu sportowego i zakupiłam własne.
To dobry moment na takie zakupy, bo sezon zimowy się kończy i wszędzie są wyprzedaże.
Przymierzyłam kilka różnych firm i ostatecznie zdecydowałam się na Aurorę firmy Bladerunner.
Jestem z nich szalenie zadowolona.
Nie dość, że ładne co niemiara, to do tego jeszcze wygodne i stopa prawie mnie nie boli.
Po kilku jazdach przestanie boleć zupełnie, jak już but i noga bardziej się ze sobą zgrają.


Przed zakupem oczywiście jak to ja, odczuwając silną potrzebę nagromadzenia informacji w dziedzinie, przejrzałam masy stron i forów internetowych w poszukiwaniu informacji, jakie łyżwy kupić.
Dla laika nie jest to taka prosta sprawa.
Trzeba się zdecydować, czy łyżwy mają być figurowe czy hokejowe (ząbki czy bez ząbków).
Wiązane skórzane czy plastikowe na zatrzaski (wyglądają zupełnie jak buty narciarskie, co uważam odbiera wiele uroku łyżwie).
Jeśli wiązane, to trzeba wybrać dobry but, który jest na tyle sztywny, że ochroni kostkę.
Do tego dobre ostrze, prawidłowo przymocowane do buta.
Czyli wszelkie krzywizny i nierówności odpadają :-)
Tylko jak zobaczyć, czy ostrze jest ok, skoro nie ma się o tym pojęcia?
Po wyczytaniu tego wszystkiego czułam się na prawdę niezbyt pewnie idąc do sklepu.
Wiedziałam, że łyżwy mają być figurowe i wiązane.
I że w żadnym razie nie powinno się ich kupować w markecie, bo tam na ogół są owszem tanie, ale też kiepskiej jakości.
W sumie chciałam sobie kupić Laurę firmy Botas, która była zachwalana w Internecie jako dobry sprzęt dla początkujących, ale nie było.
Przymierzyłam za to nasze rodzime Agaty, ale jakoś nie przypadły mi do gustu.
Dziwnie się układały w kostce.
No i okazało się, że chociaż na wypożyczalnie zawsze biorę swój normalny numer buta i jest ok (plastikowe na zatrzaski), to tu nagle normalny okazał się za mały, a większego o numer nie było.

Tak więc ostatecznie stałam się dumnym posiadaczem ślicznej, kremowej Aurory.
Tu również mój normalny numer buta był za mały, ale dostałam połówkę.

Pozostała jedynie kwestia naostrzenia ich.
Zrobiło to lodowisko, ale o dziwo nie mogli od ręki, bo ich osoba ostrząca pracuje do 16.00, co mnie automatycznie dyskwalifikuje jako klienta.
Musiałam zostawić łyżwy na noc, by naostrzono mi je w ciągu dnia.
Przyznam, że trochę się obawiałam, że zaraz się poobijam, jak nie połamię wychodząc na lód w ostrych łyżwach, więc poprosiłam, by naostrzyli je tylko odrobinę, dla osoby całkowicie początkującej.

Próbę generalną miałam w środę i po prostu marzenie.
Nawet ja, nie umiejąc jeździć, jestem w stanie poczuć tę kolosalną różnicę między plastikowymi łyżwami z wypożyczalni, które jak teraz o tym myślę, najwyraźniej potrzebują już ostrzenia, a porządnymi (chyba porządnymi, bo na 100% nie jestem pewna, czy wybrałam łyżwy dobrej jakości) łyżwami ze świeżo naostrzoną płozą.
Różnica jest kolosalna i ślizgawki podobają mi się jeszcze bardziej niż na początku :-D

środa, marca 11, 2009

Szuuu, szuuuu, szuuuu...
To mógłby być dźwięk, jaki wydaję mając na nogach łyżwy, gdybym tylko potrafiła jeździć.
Na razie bardziej się chwieję i próbuję utrzymać równowagę, niż ślizgam.
Na prawdę frustrujące.

Dziś mi powiedziano, że do perfekcji podobno potrzeba 10tys godzi treningu.
A więc mi w przybliżeniu brakuje jeszcze około 9,997.5h.

wtorek, marca 03, 2009

nowe wdzianko

Ubrałam mojego iToucha w nowe wdzianko.
Jest to nalepka z jakiegoś rodzaju żelowej foli.
W porównaniu z poprzednim, które było swoistą gumową zbroją, to sprawia, że iPod wciąż jest lekki i cienki.
Podoba mi się i jest bardzo wygodne w użyciu.
Nie dość, że ładne, to do tego chroni podatną na rysy tylną obudowę.
Trochę obawiałam się, że nalepka szybko zacznie schodzić, ale jak na razie trzyma się mocno.

Różnorodność wzorów można znaleźć na stronach:
www.gelaskin.com
www.gelaskin.pl

Są to nie tylko folie na iPody, ale również na laptopy i różne modele telefonów.
Bogaty wybór wciąż przybywających wzorów pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie, choć trzeba szczerze przyznać, że ceny są dość odstraszające :/


sobota, lutego 07, 2009

prezenty, książki i inne zakupy

W poniedziałek do Japonii wraca nasz były GM działu. Z tej okazji zostałam delikatnie wrobiona w zakup prezentu dla niego. W sumie nie poczułam się tym obowiązkiem jakoś bardzo obciążona.
No i w końcu miałam jakiś pretekst, który wyciągnął mnie na starówkę, gdzie nie byłam już od kilku miesięcy.
Zdecydowałam, że kupię mu jakieś ładne pióro lub długopis, więc najpierw poszłam do mojego ulubionego sklepiku (bo sklep to za duże słowo dla tego miejsca) i zaczęłam przebierać w ofercie Watermana. Ostatecznie mój wybór padł na długopis, bo stwierdziłam, że w piórze zakrętka jest niebezpieczna i pewnie zaraz by zaginęła.



Na boku zleciłam wygrawerowanie inicjałów, by było bardziej osobiście.
Ponieważ zostały mi jeszcze jakieś pieniądze, dokupiłam do tego notes stylizowany na starą skórę:



Całość została elegancko zapakowana:



Na spodzie widać też kartkę na życzenia i podziękowanie.

Kiedy pan w sklepie grawerował, ja postanowiłam zabić czas w pobliskiej księgarni. Wychodząc z niej byłam już właścicielką 4 nowych książek.



Dopiero po zrobieniu zdjęcia, zauważyłam, że na okładce każdej z nich jest kobieta. Ciekawe, dlaczego taki wybór, bo w księgarni przejrzałam masy książek, nim się na coś zdecydowałam. Miałam ochotę na coś z fantasy.
Zaraz po powrocie do domu zabrałam się z "Zew księżyca". Tematyka przypomina mi odrobinę serię Meyer o wampirach, jednak Patricia Briggs moim zdaniem ma dużo lepszy i pewniejszy styl pisania. Książkę pochłonęłam za jednym zamachem i była to świetna rozrywka. I chcę kolejny tom. Muszę tylko znaleźć chwilę na kolejny wypad do księgarni.